SCREECH Timon
ISBN: 83-242-0583-7
Wydawca: UNIVERSITAS TAiWPN
Liczba stron: 274
Oprawa: twarda, obwoluta
Książka ma na celu zaprezentowanie polskiemu czytelnikowi japońskich obrazów erotycznych – zwanych powszechnie shunga (dosł. „obrazy wiosenne”), tworzonych w epoce Edo (1603-1868); zwłaszcza tych z XVIII – XIX wieku. Shounga stanowiły w Japonii element kultury „Przepływającego świata” (ukiyo) – świadomego stanu oderwania od codziennych obowiązków. I choć „świat przepływający” był stanem umysłu, miał on konkretny wymiar w licencjonowanych dzielnicach uciech i innych miejscach „szczególnych” rozrywek. Te miejsca były następnie z powrotem przenoszone do codziennej realności poprzez medium, jakim był obraz. Niezwykłą popularność zdobyły wówczas wizerunki wykonane techniką barwnego drzeworytu, którym Europa zachwyciła się w XIX wieku. Chcąc przedstawić obrazy erotyczne usytuowane odpowiednio w ich społecznym kontekście autor musiał wyjść daleko poza samą artystyczną domenę shunga. Omawiany w tej książce przedział około 120 lat to także czas wprowadzenia ważkich innowacji technicznych w dziedzinie drzeworytu barwnego. Większość shunga publikowana była w formie wielostronicowych albumów, z rzadka istniejąc jako osobne plansze. Na potrzeby niniejszej książki dokonano spośród nich wyboru, aby w pełni zrekonstruować formę shunga.
Przedstawianie nagich postaci z całym ich zmysłowym bogactwem kształtów, w połączeniu z zachodnią tradycją aktu jako gatunku, nadawało im niewątpliwie podtekst erotyczny. W Japonii nie było podobnego zjawiska. Po pierwsze, nie było aktu jako odrębnego gatunku, a poza tym uważano, jak już widzieliśmy, że mężczyźni i kobiety tak bardzo się nie różnią. Pozbawione charakterystycznych wypukłości i zagłębień, jak uda czy kibić, akty niosły niewielki ładunek seksualności. Dlatego też artyści okresu Edo nie musieli zbytnio się troszczyć o przedstawianie nagości, która nie przemawiała do odbiorcy. Jednym z pierwszych Japończyków, którzy eksperymentowali z odtwarzaniem nagości przy jednoczesnym podkreślaniu drugorzędnych cech płciowych, był Shiba Kôkan, artysta, pozostający pod dużym wpływem Zachodu. Namalował obraz cudzoziemki, najprawdopodobniej Europejki, o szerokich zaokrąglonych biodrach i udach, wydatnym biuście i delikatnym podbródku (il. 40). Nie jest to shunga – erotyczny obraz, a obecność dziecka tłumaczy wyeksponowane piersi o pełnym kształcie, odnosząc je raczej do macierzyństwa niż dziedziny seksu. Jednak obraz nie jest pozbawiony erotyzmu. Akt zachodni przywiązywał mniejszą wagę do genitaliów, z uwagi na wyraźną wymowę erotyczną widoczną w drugorzędowych cechach płciowych. Stąd frustracja dostojników kościelnych, którzy obawiali się, że listki figowe nie są w stanie całkowicie zapobiec emanującej z obrazów sile erotycznej. Natomiast twórczość shunga, której drugorzędowe cechy płciowe nie były postrzegane, eksponowała genitalia. To doprowadziło do niezwykłego ich wyolbrzymiania – właściwie poza nimi shunga mają niewiele do pokazania w zakresie cielesności. Europejczycy zaczęli przyglądać się obrazom Przepływającego Świata w okresie upadku aktu akademickiego. Niewyćwiczone oko zachodniego odbiorcy nie mogło od razu docenić erotycznych walorów japońskich drzeworytów, gdzie nie odwzorowywano nagiej skóry. Pojawiła się tendencja do postrzegania postaci dorosłych jako osobników nieletnich. Często używano terminu geisha girls (gejsze-dziewczęta), pojawiały się także orientalne fantazje o dziecięcych partnerach seksualnych. Jednakże język pozostał androgenny, nawet w stosunku do dojrzałych kobiet, o ile drugorzędowe cechy płciowe nie określały wyraźnie ich w pełni erotycznego charakteru. Drzeworyty japońskie ekscytowały kompozycją, niezwykłą wirtuozerią rzemiosła i barwą, rzadko natomiast wkraczały w domenę, gdzie intrygowałyby tematy związane z męskimi lub kobiecymi prostytutkami. Zachodni odbiorcy często mylili atrakcyjnych młodzieńców (wakushű) z dziewczętami, co dzisiaj przytrafia się nawet Japończykom. Prawdziwi koneserzy próbowali uczyć zachodniego odbiorcę właściwej oceny obrazów Przepływającego Świata. Artyści z analogicznego, francuskiego półświatka, tacy jak Toulouse-Lautrec, pozostawali pod wielkim wrażeniem japońskich drzeworytów, na których z jednej strony – zauważali brak zróżnicowania płci dorosłych, z drugiej – doszukiwali się cech odpowiadających współczesnym wyobrażeniom o akcie. Przykładem takich poszukiwań jest drzeworyt Utamaro. Dziecko niewątpliwie sięga do piersi, co przypomina scenę z omawianego powyżej obrazu Kôkan, a w rzeczywistości dotyka kimona kobiety pochylonej nad nim w widocznym podekscytowaniu. Zachodniemu widzowi dziecko wydaje się zbyt duże na karmienie piersią, dlatego odnosi wrażenie, że kobieta oferuje swój sutek nie jemu, lecz oglądającemu. Obraz odczytywany jest jako erotyczny a ciało nabrzmiałe jest kobiecością, choć niewiele tu ukazanej nagości.
|